poniedziałek, 18 sierpnia 2014

[film] Strażnicy Galaktyki

Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Produkcja: USA
Premiera: 1 sierpnia 2014 (Polska) 21 lipca 2014 (świat)
Reżyseria: James Gunn
Scenariusz: James Gunn, Nicole Perlman


Opis z Filmweb:
Zuchwały awanturnik Peter Quill kradnie tajemniczy artefakt stanowiący obiekt pożądania złego i potężnego Ronana, którego ambicje zagrażają całemu wszechświatowi. Chcąc uniknąć gniewu Ronana, Quill zmuszony jest zawrzeć niewygodny sojusz z czterema niemającymi nic do stracenia outsiderami: Rocketem – uzbrojonym szopem, Grootem – drzewokształtnym humanoidem, śmiertelnie niebezpieczną i tajemniczą Gamorą i żądnym zemsty Draxem Niszczycielem. Kiedy główny bohater odkrywa prawdziwą moc artefaktu i zagrożenie, jakie stanowi on dla kosmosu, musi zmobilizować swoich niesubordynowanych towarzyszy do ostatniej bitwy, od której zależą losy galaktyki


Peter Quill: I was only a kid when I left Earth, and I had no idea what the universe had in store for me.

Z okazji przyjazdu taty na dłuższy weekend, wybraliśmy się rodzinnie do kina. Młodsza siostra chciała pójść na Strażników Galaktyki, więc bez narzekania kupiliśmy bilety i udaliśmy się na pustą salę. Uwielbiam fantastykę i science fiction, więc na wybór filmu narzekać nie zamierzałam, podobnie zresztą jak i rodzice. Sala z kolei na prawdę była pusta. Przez większość reklam siedzieliśmy na górze i wciśnięci w fotele żartowaliśmy, że jesteśmy sławni i bogaci, wykupiliśmy całą salę dla siebie i dlatego nikogo w niej nie ma. Dopiero po jakimś czasie doszedł zmęczony pan z (na oko) dziesięcioletnim synem. Usiedli w środku i przez cały seans nie wydali żadnego dźwięku. Nie śmiali się, nie rozmawiali, nawet się nie wiercili na siedzeniach. 
Od filmu szczerze mówiąc wymagałam troszkę więcej... humoru. To przez to, że internet głośno wybuchł, mówiąc, że ów humor w nim jest zniewalający i przezabawny. Faktycznie było zabawnie, ale mało, mało, mało! 




Gamora: I am going to die surrounded by the biggest idiots in the galaxy.

W Strażnikach Galaktyki najbardziej spodobały mi się postacie Groota i Rocketa. Reszta też była fajna, ale oni i ich przyjaźń, wyjątkowo mnie urzekły. 
Aktorkę grającą Gamorę rozpoznałam po trzech sekundach. Jako fanka Star Treka inaczej zareagować nie mogłam... oczywiście grała ona również w innych, świetnych filmach jak Avatar czy Colombiana.
Natomiast Chris Pratt, można powiedzieć, że odtwórca głównej roli, był mi niestety całkowicie nieznany. Polubiłam go jednak (jest... no nawet, nawet. Całkiem przystojny).



Wiadomo, jak to z superbohaterami bywa, poświęcają oni wszystko by ratować świat przed złymi mocami. Mimo różnic charakteru i nieustających kłótni, wreszcie się jednoczą za sprawą wspólnego celu- chęci pokonania wroga. Wrzaski i obrzucanie się błotem (oraz wszystkim innym, co pod ręką) zaczynają zamieniać się w wzajemny szacunek do siebie i troskę o swoje życie. Powoli stają się partnerami i przyjaciółmi.

To, co szczególnie zasługuje na uwagę, to soundtrack, który był naprawdę genialny- 10/10! 
Po powrocie do domu przesłuchiwałam go kilkukrotnie kiwając się na fotelu i szczerząc zęby do monitora.

Myślę, że film śmiało mogę polecić. Muszę przyznać, że mimo wszystko, Strażnicy Galaktyki to chyba jeden z lepszych filmów Marvela. Tak myślę. Zabawny, ciekawy, a nawet i nieco wzruszający.


Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy